Czy depresja jest zaraźliwa? część 2

Photo by rawpixel on Unsplash
Photo by rawpixel on Unsplash
Depresja jest chorobą zaraźliwą. Zaraźić można się wszędzie tam, gdzie ludzie się ze sobą komunikują. Równierz przez telefon, facebooka, komunikatory. Photo by rawpixel on Unsplash

Przyczyny depresji mogą być różnej natury: chorobowe, biologiczne i psychologiczne. Coraz częściej mówi się o tym, że do tych ostatnich należy zaliczyć również po prostu zarażenie.
Depresja jest chorobą zaraźliwą, ponieważ stany emocjonalne mogą być przekazywane innym również poprzez zarażenie danymi emocjami, a czym innym jest depresja, jak nie sumą pewnych emocji: smutku, przygnębienia, niepewności, wycofania. Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że zarazić można się w na wiele sposobów.

Jak można zarazić się depresją – zarażenie komunikacyjne

Drugim sposobem nabycia depresji są błędy w komunikacji. Konkretnie chodzi tu o niewłaściwe odczytywanie komunikatów innych osób. Dotyczy to bardzo różnych sposobów porozumiewania się, od komunikatorów tekstowych, poprzez rozmowy telefoniczne, maile, oficjalne dokumenty, przekaz reklamowy, kontakt z większą grupą ludzi po kontakty w języku obcym, międzykulturowe, czy mowę ciała.

Błędnie odczytany komunikat może być przyczyną obniżenia nastroju

Czasami zupełnie neutralną treść możemy odebrać jako negatywne nastawienie, albo wręcz groźbę. Skala błędu może być zupełnie różna. Są osoby, które potraktują brak odpowiedniego emotikonu w sms-ie jako odtrącenie, kto inny może poczuć się zagrożony czytając zbyt oficjalne przypomnienie o zaległym rachunku, a absolutnie każdy z nas ma określoną tolerancję na liczbę milczących odmów ze strony naszych niedoszłych pracodawców nie odpowiadających na nasze CV. Jedni zaniżają swą samoocenę już po dziesiątym inni dopiero po dwusetnym CV wysłanym na adresy znalezione w ogłoszeniach o pracę.

Nastolatek i depresja z Internetu

Nastolatki przyjmują brak natychmiastowej odpowiedzi jako formę odrzucenia, zwłaszcza, że komunikatory ułatwiają osobie zrywającej kontakt uczynienie tego bez najmniejszego wysiłku. Nastolatek po prostu usuwa lub blokuje dany kontakt bez jakiejkolwiek oczywistej dla większości dorosłych – a często również dla rówieśników – potrzeby wyjaśnienia swojego postępowania.
Za pomocą mediów społecznościowych można bardzo łatwo zszargać też czyjąś reputację, niszczyć poprzez rozsyłanie niepochlebnych opinii i zdjęć. Zalać kogoś i zarazić innych falą hejtu i sprowokować lawinę nieszczęść, nawet takich jak próby samobójcze. Godny polecenia jest tu serial HBO „Heathers”, pokazujący między innymi, jak łatwo kogoś wykluczyć, czy wręcz celowo zarazić depresją.

Nic nie zastąpi rozmowy

Mając na uwadze powyższe, warto przypomnieć, że najlepszym sposobem porozumiewania się jest bezpośrednia rozmowa dwóch równych sobie ludzi, twarzą w twarz przy użyciu jednego, dobrze znanego obu stronom języka. Daje nam ona niebywały komfort. Możemy dopytać, dookreślić, a jednocześnie sami możemy upewnić się, że jesteśmy dobrze rozumiani. Wyobraźmy sobie spokojną rozmowę w języku obcym, którym nie do końca dobrze władamy. Szukamy jak najlepszego kontaktu z rozmówcą gestem i słowem upewniamy się, czy dobrze się rozumiemy. Druga strona odpowiada tym samym. Trudno „zarazić się” depresją podczas takiej rozmowy.
Z drugiej strony miejmy zawsze świadomość emocjonalnego niechlujstwa komunikatorów tekstowych, zwodniczej mowy ciała, sztywności oficjalnego komunikatu, czy zwykłego prymitywizmu kogoś używającego swego ojczystego języka jako broni przeciwko obcemu.
Wyobraźmy sobie tu sytuację diametralnie różną. Obcojęzyczny urzędnik lub przełożony z dziką satysfakcją powtarza ten sam niezrozumiały dla nas zwrot tylko po to, by podkreślić swoją wyższość, a nas zdeprecjonować. Dla pocieszenia: taka sytuacja zdarzyć się może nawet wtedy gdy całkiem dobrze mówimy i rozumiemy w danym języku obcym.