Czy depresja jest zaraźliwa? część 1

Depresja jest chorobą zaraźliwą.
Depresja jest chorobą zaraźliwą.
Dzięki technologiom jesteśmy cały czas razem i cały czas dzielimy czyjeś emocje tak, jakbyśmy byli tuż obok.
Photo by Diego Duarte Cereceda on Unsplash

Przyczyny depresji mogą być różnej natury: chorobowe, biologiczne i psychologiczne. Coraz częściej mówi się o tym, że do tych ostatnich należy zaliczyć również po prostu zarażenie.
Depresja jest chorobą zaraźliwą, ponieważ stany emocjonalne mogą być przekazywane innym również poprzez zarażenie danymi emocjami, a czym innym jest depresja, jak nie sumą pewnych emocji: smutku, przygnębienia, niepewności, wycofania. Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że zarazić można się w na wiele sposobów.

Jak można zarazić się depresją – zarażenie kulturowo-społeczne

Najbardziej widocznym i namacalnym sposobem jest zarażenie społeczno-kulturowe. Mówiąc obrazowo: depresją można zarazić się na przykład przez Facebooka albo… słuchawki. W pierwszym przypadku zadziałać może mechanizm porównywania siebie z innymi. Social media pozwalają doskonale przekazywać przeżywane przez nas uczucia i nastroje. Publikujemy naszą radość i dzielimy się nią. Ale też publikujemy smutek, wołamy o pomoc lub też zanikamy i nie publikujemy nic. Każdy taki post, wpis, bądź jego brak dla innych jest sygnałem, że dzieje się coś niedobrego.

Nastolatek często zaraża się depresją w Internecie

Kontakt z osobami często posługującymi wszelkiego rodzaju negatywnymi sposobami myślenia nawet przez Facebooka, czy Twittera może mieć wpływ na stan naszego nastroju. Chodzi zwłaszcza osoby publikujące teksty/zdjęcia/piosenki świadczące o trwale obniżonym nastroju i/lub chcące, aby inni tak o nich myśleli. Przytłaczający obraz otaczającego świata jest charakterystyczny dla nastolatków; to ich sposób na radzenie sobie z całym pakietem trudnych emocji. Nie oznacza to jednak, że należy takie wpisy lekceważyć czy, że nie mogą być sygnałem ostrzegawczym dla osób w innym wieku niż kilkanaście lat. Niewątpliwie wpisy takie mogą powodować u odbiorców konsternację, poczucie winy, chęć wycofania się z kontaktu, ale też pewnego rodzaju fascynację i chęć przeżywania podobnych stanów: smutku, rozpaczy, beznadziei.

Jak zarażamy się depresją w mediach społecznościowych

Jednym ze składników depresji jest sposób widzenia świata w ciemnych barwach. Postrzeganie takie może być nie tylko skutkiem depresji. Może też być jej przyczyną. Większość informacji czerpiemy obecnie z Internetu. Jego nieodzownym składnikiem są media społecznościowe, dostarczające swym użytkownikom ogromnych ilości informacji. Filtrujemy je w różny sposób: wybieramy te, których szukamy (coś nas interesuje bardziej, coś mniej), jednych publikujących wybieramy chętniej, innych mniej (ulubieni znajomi), zauważamy jakąś prawidłowość i powtarzalność w informacjach i podążamy za nią (przewijający się moty), zwracamy uwagę na to, że dana informacja jest skierowana właśnie do nas (informacja zaadresowana to takich jak ja, np. do fanów „mojej” drużyny piłkarskiej). Jeśli gdziekolwiek w „naszym” schemacie zaczną przeważać informacje przygnębiające lub nacechowane emocjami negatywnymi, prawie na pewno nasz nastrój obniży się. Jeśli zaczniemy bezkrytycznie podążać za takim niebezpiecznym wątkiem, możemy nawet stanąć na krawędzi epizodu depresyjnego.

Depresją zarazisz się też od celebryty czy geniusza

Prawdą jest, że łatwiej zarazić się od kogoś na kim nam w jakikolwiek sposób zależy. Osobami takimi są nie tylko bliscy, ale również nasze autorytety – często osoby publiczne, a zatem siłą rzeczy wyjątkowo aktywne medialnie.
Depresją możemy się zarazić nie tylko od negatywnie nastawionego i namiętnie twittującego celebryty czy polityka. Czasem nosicielem nastroju przygnębienia może być poczytny pisarz, czy wybitny kompozytor. To właśnie mamy na myśli, kiedy mówimy o „zarażaniu się depresją przez słuchawki”. Przygnębiająca muzyka, literatura, film mogą nie tylko podkręcać nasz negatywny nastrój, ale wręcz go wywoływać, prowokować.
Osoby, które lubią tego rodzaju sztukę i muzykę, są bardziej podatne na zaistnienie epizodów depresyjnych, dlatego dzieła takie należy umiejętnie dawkować i nauczyć budować się do nich dystans.
Sztuka i muzyka to ogromna siła. Mając do czynienia z dziełem depresyjnym, często po prostu próbujemy poskramiać te siłę. Nie zawsze jednak to się udaje, tak jak nie zawsze treserowi udaje się poskromić dzikie zwierzę.